Zbieram myśli, układam listę w głowie – co do zorganizowania, co do przejrzenia, załatwienia… Postanowiłam zacząć porządnie nad sobą pracowac… Tą kropką nad i byla myśl, która mnie uderzyła któregos dnia w drodze z pracy: kiedyś byłam taką miłą, lubianą, towarzyską osobą… I nie do końca wiem, co sie stalo… Czy to ten wielki skok przez ocean tak namieszał? Czy to obecna (i poprzednie) praca dała w kość? Czy może w końcu nadwrażliwiec piszący wiersze i spedzający noce na czytaniu, oglądaniu filmów i sluchaniu muzyki – czasami sam, czasami z grupą znajomych – dorobił sie twardej skorupy, niedospania i generalnego poczucia – mam to gdzieś albo nie jestem wystarczająco … (tu wstaw odpowiednie: dobra, odpowiedzialna, mądra, znająca angielski czy inny)… Zycie mi od jakiegoś czasu trochę daje kopa – finansowo stoimy kiepsko – nawet bardzo, C. szuka pracy i nadal nic konkretnego się nie pojawiło i martwi mnie to jego umęczenie – bo widzę, ze chce, i się stara i próbuje… I już nie wiem, jak go zmotywowac, bo mnie tej motywacji też brakuje… Ale z drugiej strony – jestem z facetem, ktory kocha mnie bezwarunkowo, jest moim najlepszym przyjacielem i pewnie teraz zna mnie lepiej niż moja wieloletnia najlepsza przyjaciółka (bo z nim ciągle gadam, a z nią juz nie ma za bardzo jak…), jest wsparciem i pomoca gdy potrzebne… Mamy tę małą dziewczynkę, która jest wiekim śmieszkiem i prawdziwą pociechą i nic nie poprawia humoru tak, jak jej małe ramionka oplecione wokół mojej szyi, główka na moim ramieniu i kołysanie sie przy różnych piosenkach…. I ten wielki uśmiech i otwarte ramionka gdy biegnie do drzwi i krzyczy “hi” i rzuca mi sie na szyje z wielkim buziakiem :) I nawet te noce, gdy sie często budzi, bo coś jest nie tak i wie, ze u mamy jest bezpieczna… Nie jest aż tak bardzo zle – mogłoby być znacznie gorzej…
Więc czas na zmiany – i wcale nie dlatego, ze juz nowy rok i tak by wypadało… Trzeba, bo czas zakończyć ten marazm i zakasać rękawy… Moja kochana babcia kiedyś zauważyła, że mam najwiecej motywacji, gdy sie porzadnie wkurze… Wkurzyłam się, mam dosyć i mam konkretne zamiary coś zmienić na lepsze… Dla siebie, dla C. – żeby mial jeszcze więcej powodów do szcześcia i dla Liv – żeby jej bylo lepiej i żeby zawsze miała te promyki w oczach i szczesliwy uśmiech, gdy patrzy na mame :)
Nadal chcemy się przeprowadzić, wiec plan na ten tydzień: dokończyc cover letter i wysłać papiery o pracę – w końcu od czegoś trzeba zaczać. C. postanowił to samo – razem razniej :)
Poza tym mam cala sterte magazynów, ktore chce przejrzeć, zanim sie ich pozbede. Więc do dzieła!
A do tego nareszcie wykombinowalam, jak wlaczyc polska klawiature:) Coz z tego, jesli szybciej juz pisze bez polskich znakow? :)
Najlepszego w Nowym Roku :)