Mam dola…

Dzisiejszy dzien nie jest jednym z najlepszych… Tak naprawde jest strasznie do kitu i pocieszam sie tylko mysla, ze nawet nie wiem jak, ale biorac pod uwage sytuacje, calkiem niezle sobie radze… zbieram sie na dotatkowa motywacje… Trening dyplomacji u meza przynosi efekty.
Przepraszam, ze nieco enigmatycznie, ale jeszcze wszystkiego nie “przetrawilam” – niezly mam mlynek – z jednej strony slysze, ze super, jak najbardziej, a z drugiej tylko uwazac, zeby ktos znowu nie rzucil klody pod nogi… Ech… Mam dosyc…

Dokumenty obydwoje wyslalismy… I slemy nadal czekajac na odpowiedzi. Liv kwitnie bawiac sie z dziecmi w “playgroup” w naszej bibliotece (super miejsce). Zlapala katar na jednych z pierwszych zajec i meczyla sie z nim przez ponad tydzien. Coraz latwiej sie z nia dogadac – rozumie tak i nie i wie o co chodzi. Gdy jej pytamy co chce zjesc – potakuje i przeczy – i zjada tylko to, co wybrala :) Kochany skarbek :) Spi coraz lepiej, bez trudu zasypia wieczorem :)

Weny mi ostatnio brakuje, i czasu na pisanie tez. Duzo mam do zrobienia…
A najlepsze pomysly przychodza mi do glowy, gdy bezmyslnie gram w tetris – pamietacie te gre?
Trzymajcie sie cieplutko :)

Opublikowane w:  on Luty 1, 2010 at 5:05 pm Komentarze (2)

1.

Zbieram myśli, układam listę w głowie – co do zorganizowania, co do przejrzenia, załatwienia… Postanowiłam zacząć porządnie nad sobą pracowac… Tą kropką nad i byla myśl, która mnie uderzyła któregos dnia w drodze z pracy: kiedyś byłam taką miłą, lubianą, towarzyską osobą… I nie do końca wiem, co sie stalo… Czy to ten wielki skok przez ocean tak namieszał? Czy to obecna (i poprzednie) praca dała w kość? Czy może w końcu nadwrażliwiec piszący wiersze i spedzający noce na czytaniu, oglądaniu filmów i sluchaniu muzyki – czasami sam, czasami z grupą znajomych – dorobił sie twardej skorupy, niedospania i  generalnego poczucia – mam to gdzieś albo nie jestem wystarczająco … (tu wstaw odpowiednie: dobra, odpowiedzialna, mądra, znająca angielski czy inny)… Zycie mi od jakiegoś czasu trochę daje kopa – finansowo stoimy kiepsko – nawet bardzo, C. szuka pracy i nadal nic konkretnego się nie pojawiło i martwi mnie to jego umęczenie – bo widzę, ze chce, i się stara i próbuje… I już nie wiem, jak go zmotywowac, bo mnie tej motywacji też brakuje… Ale z drugiej strony – jestem z facetem, ktory kocha mnie bezwarunkowo, jest moim najlepszym przyjacielem i pewnie teraz zna mnie lepiej niż moja wieloletnia najlepsza przyjaciółka (bo z nim ciągle gadam, a z nią juz nie ma za bardzo  jak…), jest wsparciem i pomoca gdy potrzebne… Mamy tę małą dziewczynkę, która jest wiekim śmieszkiem i prawdziwą pociechą i nic nie poprawia humoru tak, jak jej małe ramionka oplecione wokół mojej szyi, główka na moim ramieniu i kołysanie sie przy różnych piosenkach…. I ten wielki uśmiech i otwarte ramionka gdy biegnie do drzwi i krzyczy “hi” i rzuca mi sie na szyje z wielkim buziakiem :) I  nawet te noce, gdy sie często budzi, bo coś jest nie tak i wie, ze u mamy jest bezpieczna… Nie jest aż tak bardzo zle – mogłoby być znacznie gorzej…
Więc czas na zmiany – i wcale nie dlatego, ze juz nowy rok i tak by wypadało… Trzeba, bo czas zakończyć ten marazm i zakasać rękawy… Moja kochana babcia kiedyś zauważyła, że mam najwiecej motywacji, gdy sie porzadnie wkurze… Wkurzyłam się, mam dosyć i mam konkretne zamiary coś zmienić na lepsze… Dla siebie, dla C. – żeby mial jeszcze więcej powodów do szcześcia i dla Liv – żeby jej bylo lepiej i żeby zawsze miała te promyki w oczach i szczesliwy uśmiech, gdy patrzy na mame :)

Nadal chcemy się przeprowadzić, wiec plan na ten tydzień: dokończyc cover letter i wysłać papiery o pracę – w końcu od czegoś trzeba zaczać. C. postanowił to samo – razem razniej :)
Poza tym mam cala sterte magazynów, ktore chce przejrzeć, zanim sie ich pozbede. Więc do dzieła!

A do tego nareszcie wykombinowalam, jak wlaczyc polska klawiature:) Coz z tego, jesli szybciej juz pisze bez polskich znakow? :)
Najlepszego w Nowym Roku :)

Opublikowane w:  on Styczeń 4, 2010 at 10:11 pm Komentarze (2)

Z okazji nadchodzacych Swiat Bozego Narodzenia, zycze Wam
Swiat bialych, pachnacych choinka, skrzypiacych sniegiem pod butami, przezytych w cieplej, rodzinnej atmosferze, pelnych niespodziewanych prezentow…
Swiat dajacych radosc, wewnetrzna sile, odpoczynek oraz nadzieje na Nowy Rok, zeby byl jeszcze lepszy niz ten, ktory wlasnie mija…
Niech wszystkie wasze plany, pragnienia i marzenia sie spelniaja!

Opublikowane w:  on Grudzień 23, 2009 at 8:42 pm Komentarze (1)

#%^*%#*#

Zla jestem dzis jak osa… Moja paczka – priorytetowa , ktora miala do mnie dotrzec w ubieglym tygodniu, od soboty krazy miedzy urzedami pocztowymi i jakos nie moze trafic do mojej skrzynki. Nikt nic nie wie… Gdy w koncu ja znalazlam, miala byc dzisiaj doreczona… I nadal nic… Zla jestem strasznie, bo to kartki swiateczne, ktore musza jeszcze dotrzec do Polski… I do tego gdy dzwonie na poczte, nikt nie odbiera… I po co ja placilam dodatkowo, zeby dotarla szybciej??

Wczoraj wieczorem sie zorientowalam, ze aby zamowic kalendarze, ktore zrobilam dla rodziny, musze kazdy z nich zamowic osobno – i osobno zaplacic za wysylke ($10 za przesylke). Niby nie duzo, ale przy kilku projektach i kilku wysylkach okazuje sie, ze dodatkowo musze zaplacic 50% wartosci kalendarzy – to duzo wiecej niz myslalam… Moja wina – powinnam to sprawdzic wczeniej, zanim spedzilam dlugie tygodnie przegladajac tysiace zdjec i projektujac kalendarze… A tak lubilam Apple… Moj swiateczny nastroj roztrzaskal sie jak szklana bombka…
Brak mi slow…

updejcik (23 grudnia): paczka zostala nareszcie doreczona – 21 grudnia, czyli gubo ponad tydzine niz powinna. Nadal nikt nie potrafi powiedziec, co sie z nia dzialo i dlaczego ni emogla trafic na miejsce o czasie. Oczywiscie, winnych brak… Tak wiec moje swiateczne kartki – zamiast mniej wiecej teraz byc doreczane, zostaly wyslane dwa dni przed Wigilia… Ehh…

Opublikowane w:  on Grudzień 16, 2009 at 1:26 pm Komentarze (4)

Things…

Choinka juz stoi – powitana ogromnym usmiechem i oczetami jak spodki :) Liv przechodzi obok z niedowierzaniem. Zrobilo sie jakos tak inaczej, przytulniej, cieplej… Moze tego mi brakowalo w ubieglym roku… Teraz czas sie zabrac za pierniczki i pierogi. W przyszla niedziele robimy nasza domowa, rodzinna Wigilie – C., Liv i  ja… Nasze Swieta… Bo na Boze Narodzenie jedziemy do tesciow.
Weekend spedzilismy w okolicach Bostonu, z przyjaciolmi, ktorych coreczka jest niecale 3 tygodnie starsza od naszego szkrabka… Bawily sie razem super – od czasu do czasu przytulily, chodzily jedna za druga lobuzujac i tanczac :) Zabawy bylo co niemiara… Rozgladalismy sie tez troszke po okolicy, zeby pomyslec, gdzie – gdy uda nam sie znalezc prace – chcielibysmy sie przeprowadzic…
Niestety Liv zmaga sie z zabkami… Myslelismy, ze jak do tej pory ma tylko dwa trzonowe… Pomylka – sa juz cztery! w sumie cale dwanascie i nastepnych kilka w kolejce. Tuz po Mikolajkach pozegnalysmy sie na dobre z karmieniem  piersia. I chociaz poczatki nie byly latwe – juz jest dobrze :) Spanie tez sie poprawia – zwlaszcza w nocy – wszystko na dobrej drodze.
Od dwoch tygodni na naszej liscie przebojow kroluje ta piosenka – sluchalismy jej chyba juz sto razy (naprawde :)) i nadal nam sie podoba. Liv sie domaga, by ja wlaczyc – i przy pierwszych dzwiekach zaczyna podrygiwac :) Bawi sie swietnie :) I Dean Martin jest zdecydowanie jej ulubiencem ostatnimi czasy… Tuz za nim drepce Michael Buble i za nim Frank Sinatra…

A przy tym C. i ja sie niezle posmialismy… Ach ten Dean Martin…

Opublikowane w:  on Grudzień 14, 2009 at 9:01 pm Dodaj komentarz

Hmm…

Szalenstwo przedswiatecznych zakupow w pelni. Na taki to obrazek natknelam sie przechodzac obok jednego ze sklepow. Ciekawe, czy ktos jeszcze zauwazyl, ze cos jest nie tak… A obrazek wyglada tak:

Opublikowane w:  on Grudzień 8, 2009 at 9:11 pm Komentarze (2)

Zima?

Poranek byl zupelnie zaskakujacy. Wydawalo mi sie, ze jest na dworze bardzo cieplo… Mysle, pewnie jeszcze sie dobrze nie obudzilam (a ze malo spalam ostatniej nocy – wszystko jest mozliwe)… wsiadam do samochodu i widze tempereature na zewnatrz – 66 st. F (19 st. C)! Co sie dzieje?

Zazwyczaj pierwszy porzadny snieg pada 3 grudnia a tu niemal wiosna?
A w radiu juz piosenki swiateczne… Juz od polowy listopada (?!). Zanim dotrzemy do Bozego Narodzenia, uszy nam berda puchnac na sam dzwiek “Let it snow…” czy “Jingle Bells”…

Opublikowane w:  on Grudzień 3, 2009 at 1:37 pm Komentarze (1)

Dawno mnie tu nie bylo… Czas przeplywa mi przez palce – chwila minela a tu Malutka, ktora juz wcale nie jest taka malutka skonczyla roczek, chodzi, biega, tanczy, czyta ksiazki, smieje sie w glos, ciagle mowi i opowiada i do tego ma jedenascie zebow? Kiedy to wszystko minelo?

Brakowalo mi pisania, komentarzy i moich blogowych przyjaciol. I czasu niestety tez. Zaczynamy na swiezo, ale pod tym samym adresem :)

Jakis czas temu obejrzalam lekki, latwy i przyjemny film – “Mamma Mia!” z Meryl Streep i Amanda Seyfried. Jedna z pierwszych piosenek spiewanych przez Amande wpadla mi w ucho i wypasc nie moze. Wprawia mnie w dobry nastroj i sama sie do siebie smieje lapiac sie na spiewaniu pod nosem… :) (niestety, nie udalo mi sie wstawic tylko piosenki, wiec jest z obrazkami :))

A co u nas nowego? Wzielismy sie pelna para za szukanie nowej pracy i nadal planujemy przeprowadzke.  W sierpniu nie bardzo bylo jak, bo praktycznie caly wrzesien spedzilismy w Polsce, w pazdzierniku przestawialismy sie na nasz domowy tryb zycia. I nadszedl czas na wysylanie dokumentow, szukanie ofert i mieszkania. Obydwoje z C. potrzebujemy zmiany i obydwoje czujemy, ze zmierzamy we wlasciwym kierunku. :) Oby sie udalo!

W Polsce bylo super. Malutka, ktorej na imie Liv to chyba urodzny podroznik – loty zniosla lepiej niz wielu doroslych – zupelnie nie przejela sie startami i ladowaniami. Rozkochala w sobie wszystkich – od dziadka i babci az po psa i nieznajomych :) Przestawila sie na nowa strefe czasowa bez najmniejszych problemow (po powrocie przez dobry tydzien zasypiala o 4:30 po poludniu i wstawala o 4 rano gotowa na nowe podboje :)).
Kochana siostra byla piekna panna mloda :) I szwagier tez jest super (znamy sie juz bardzo dlugo – swietny chlopak). Slub piekny, wesele super :) Liv byla gwiazda – rodzina sie nadziwic nie mogla, jaka to kochana i pogodna osobka – do kazdego sie usmiechnela :)
Wyjazd byl bardzo trudny dla nas wszystkich – o maly wlos nie zdazylibysmy na samolot przez korki przy wjezdzie do Warszawy :) Do tej pory nie wiem, jak nam sie udalo… Moj tato wiele razy zartowal, ze nic by sie nie stalo, najwyzej bysmy zostali, ale widzialam, ze nie bylo mu do smiechu, gdy tak sie niemal stalo…

Tyle sie dzialo… Napisze Wam w odcinkach :)
Zagladacie do mnie jeszcze czasami?

Opublikowane w:  on Grudzień 2, 2009 at 9:36 pm Komentarze (3)

3… 2… 1…

Juz w czwartek wyruszamy na wyprawe, walizki prawie spakowane i coraz bardziej sie nie mozemy doczekac. A potem prawie 4 tygodnie urlopu, kilka waznych wydarzen i cale mnostwo kochanych osob :)

Nie bardzo mam ostatnio czas na pisanie – nie gniewajcie sie…
Pozdrawiam bardzo

Opublikowane w:  on Sierpień 31, 2009 at 9:50 am Komentarze (3)

Zamieszane z poplatanym…

Wielkie plany i zamierzenia, ochota  na zmiany, ulepszenia… I jakas taka niemoc mnie ogarnia… Slomiany ogien… Czas sie wziac za siebie… Tylko czasem mi sie nie chce – zwlaszcza gdy 90 stopni F na dworze i wilgotnosc powietrza nie do zniesienia… Ech… maruda sie robie…

Wycieczka do ZOO sie udala – pantera sniezna byla, niestety misiow polarnych nie bylo… Malutka byla super – zero placzu, marudzenia – w swietnym humorku czarowala wszystkich dookola. A w drodze powrotnej zajrzelismy do Newport, RI i pochodzilismy po plazy. Fale i szum oceanu uspily Malutka, a my ladowalismy baterie… Obydwoje uwielbiamy ocean :) Bylo suuuper :)

Moze dlatego taka maruda jestem – bo zamiast chodzic po plazy i spedzac czas z Malutka, siedze w biurze i w zasadzie ostatnio nic ciekawego sie nie dzieje… Juz za miesiac bedziemy po drugiej stronie oceanu :)

Opublikowane w:  on Sierpień 6, 2009 at 4:39 pm Komentarze (4)