3… 2… 1…

Juz w czwartek wyruszamy na wyprawe, walizki prawie spakowane i coraz bardziej sie nie mozemy doczekac. A potem prawie 4 tygodnie urlopu, kilka waznych wydarzen i cale mnostwo kochanych osob :)

Nie bardzo mam ostatnio czas na pisanie – nie gniewajcie sie…
Pozdrawiam bardzo

Zamieszane z poplatanym…

Wielkie plany i zamierzenia, ochota  na zmiany, ulepszenia… I jakas taka niemoc mnie ogarnia… Slomiany ogien… Czas sie wziac za siebie… Tylko czasem mi sie nie chce – zwlaszcza gdy 90 stopni F na dworze i wilgotnosc powietrza nie do zniesienia… Ech… maruda sie robie…

Wycieczka do ZOO sie udala – pantera sniezna byla, niestety misiow polarnych nie bylo… Malutka byla super – zero placzu, marudzenia – w swietnym humorku czarowala wszystkich dookola. A w drodze powrotnej zajrzelismy do Newport, RI i pochodzilismy po plazy. Fale i szum oceanu uspily Malutka, a my ladowalismy baterie… Obydwoje uwielbiamy ocean :) Bylo suuuper :)

Moze dlatego taka maruda jestem – bo zamiast chodzic po plazy i spedzac czas z Malutka, siedze w biurze i w zasadzie ostatnio nic ciekawego sie nie dzieje… Juz za miesiac bedziemy po drugiej stronie oceanu :)

Charakterek…

Rozmawiam dzis z moja mama… W ramach kontekstu dodam, ze jako dziecko (i to mi zostalo) bylam bardzo niezalezna, uparta, samodzielna osobka, ktora zawsze miala swoje zdanie (czesto odmienne od zdania rodzicow). Moj maz natomiast, to poukladany czlowiek, ktory wyznaje zasade, ze zasady sa po to, by ich przestrzegac i zdanie rodzicow nalezy uszanowac.

Wiec dzisiejsza rozmowa:
JA: I znowu uslyszalam, jakim spokojnym i radosnym dzieckiem jest Malutka…
MAMA: Pewnie odziedziczyla charakterek po C. – on tez spokojny, ulozony…
JA: Pewnie tak. I dlatego Malutka wczoraj wspiela sie na glosnik, uzywajac do tego zabawek jako podporek…
MAMA: No coz, nawet na zdjeciach widac, ze ma ten Twoj lobuzerski blysk w oku…

Pewnie Malutka to niezla mieszanka wybuchowa – ale tego sie dowiemy za kilka(nascie) lat…

Tymczasem Malutka nie spi, w dzien nie je i w nocy nie moze sie najesc. Podejrzewamy gorne jedyneczki… Jedynie zamrozone smoczki pomogly jej zasnac w nocy… Malutka sie meczy, a my chodzimy po scianach z niewyspania…
W nastepny weekend spotkanie z przyjaciolmi i wspolny wypad do duzego ZOO. Ich coreczka jest tylko 2.5 tygodnia starsza od Malutkiej. Bedzie sie dzialo :)

ciag dalszy…

4 lipca Malutka po raz piewszy byla nad oceanem, moczyla stopki w slonej wodzie :) I nawet jej sie to podobalo :) Miala duzo do powiedzenia, zwlaszcza czworonoznym kudlatym towarzyszom :) Totalnie rozkochala w sobie wujka, babcie i dziadka :)

Po powrocie sprobowala brzoskwinii i arbuza – uwielbia :)

I na tym skonczyly sie wojaze… Przynajmiej na razie…

Debatuje z soba zakonczenie karmienia piersia… I z jednej strony szkoda mi, a z drugiej mam juz dosyc – zwlaszcza w pracy…  Mysle…

Miala byc dluzsza notka, ale moja wena tworcza gdzies sie zapodziala…

wrocilismy…

wczoraj wieczorem wrocilismy z dlugiego weekendu w Maine… Odwiedzilismy kilka milych miejsc i kilka bardzo milych i waznych osob… I juz dawno tak zapchanych autostrad nie widzielismy… Mialam dosyc – a do tego wracalismy dwoma samochodami :-( Moj samochodzik naprawiony – jednak  to byl tylko kabelek w bardzo paskudnym miejscu…
Malutka spisala sie na medal – biorac pod uwage wszystko, co sie dzialo… 3 lipca o 8 rano uslyszalam z glebokim spojrzeniem w oczy “mama” – rozplynelam sie… Dzisiaj wzielam dzien wolny, bo nie bylam w stanie skupic sie na niczym – ochrypniete gardlo – spiewalam przez 6 godzin i obolale ramie, od wykrecania go do tylu, zeby potrzymac malutka za raczke…
Ciag dalszy relacji nastapi… Ide spac…

Samochodzik

A moze jednak go nie sprzedam… Wlasnie dowiedzialam sie o programie “Cash for Clunkers” (szczegoly tutaj).
Nic nie zdarza sie bez powodu…  Pomysle o tym jeszcze, rozwaze wszystkie za i przeciw… Sprawdze, czy moj samochodzik sie kwalifikuje do tego programu… Zobaczymy.

Burza z piorunami…

szaleje na zewnatrz… Gradobicie jako ciekawy dodatek :) Uwielbiam, jak leje a ja mam mozliwosc pobiegac w deszczu… Zanim zaczelo grzmiec i rozpetalo sie szalenstwo pobieglam do samochodu… I poczulam sie jak male dziecko :) I dobrze mi z tym bylo :)
Malutka sie boi, gdy grzmi… Wtula sie mocno w ramiona i tylko wtedy czuje sie bezpiecznie.

Zaczelismy dzisiaj dzien od muffinkow z czekolada (przepis jest tutaj). Pyszne byly :) Pierwszy raz zrobilam je dla C. na Dzien Taty i zniknely bardzo szybko. Malutka obudzila sie o 6.50 (zamiast przed piata) – z wielkim usmiechem i we wspanialym humorku, wiec wszyscy wzglednie wypoczeci  i szczesliwi, ze to juz piatek… No i trzeba bylo uczcic tak wazny dzien – Malutka skonczyla 7 miesiecy…

Uwielbia chrupki kukurydziane (super sobie z nimi radzi) i kapiel :) I wszedzie jej pelno :)

Nasza wyprawa do Polski nie odbedzie sie we wspolpracy z Polskimi Liniami LOT… Odwolalismy rezerwacje po bardzo zlosliwej i nieuprzejmej rozmowie z dzialem rezerwacji… Komentarze typu “kupiles bilety za taka cene i teraz musisz z tym zyc” doprowadzily C. do bialej goraczki… Wyglada na to, ze ulubionym zdaniem w firmie jest “nie, nie bo nie i nic mnie to nie obchodzi…” Co wcale nie dziwne, nie sposob dodzwonic sie do Dzialu Reklamacji, a email – ktory dostalam od pana w dziale rezerwacji i ktory podaje LOT na automatycznej wiadomosci pod ich numerem telefonu wraca jako niedoreczalny… Mowia, ze pracuja od 8 do 16  Eastern Time, ale nigdy nikt nie odbiera telefonu – bez wzgledu na to, o ktorej sie dzwoni… Pewnie maja to gleboko w powazaniu…
Ciekawostka – Finnair uwaza, ze dla malego pasazera bez osobnego fotela mozna zabrac maly bagaz podreczny i skladany wozek. LOT kaze wybrac – albo jedno, albo drugie – i najlepiej, by fotelik do samochodu nadac przy odprawie… Jasne… Widzialam nie raz, w jakim stanie dostalismy walizki po nadaniu ich i nie wyobrazam sobie, aby bezpieczne bylo takie przerzucanie fotelika samochodowego… Zwlaszcza, ze nalezy go wymienic po nawet najmniejszej stluczce ze wzgledu na mikrourazy… Totalny brak wyobrazni…

Dzisiaj przyjezdzaja szwagier z tesciem, zeby naprawic moj samochodzik :) Po konsultacjach telefonicznych i rozmowie z naszym znajomym mechanikiem (ktory niestety jest zbyt daleko, zeby pomoc), ustalono, ze to nie starter motor (rozrusznik???), a jedynie kabelek, ktory laczy te czesc z akumulatorem. I naprawa nie jest zbyt skomplikowana – zwlaszcza w moim samochodziku… Zobaczymy, jak to bedzie. Trzymam kciuki, zeby sie udalo…

Zycze Wam dobrego i slonecznego weekendu :)

Niespodzianka….

Ze zdumieniem wczoraj zauwazylam , ze Malutka jest o krok od kilku nastepnych zabkow… Dzisiaj juz potwierdzone – mamy 4 :) Dwie dolne jedyneczki – ostre jak nozyki – i dwie gorne dwojeczki – tyle co sie wykluly… Siostra sie smieje, ze mamy juz maly kasownik :)  A dzisiaj udalo nam sie uchwycic na filmie Malutka, gdy sie smieje  w glos. Bawilam sie z nia i niespodziewanie cos ja bardzo rozsmieszylo – zaczela sie glosno smiac … i smiala sie tak dlugo, ze az sie zaczela turlac. A ja razem z nia :) Na szczescie obok byl C. zeby uchwycic te chwile…

W srode w nocy obudzila mnie Malutka,  pomyslalam – pewnie znowu jest ok 3 – bo tak sie zazwyczaj budzi… Ze zdumieniem odkrylam, ze byla 4:40 i Malutka praktycznie (poza malym przebudzeniem o 11) spala od 8 bez przerwy… A  po zmianie pieluszki i posilku pospala z nami do 7:45 i obudzila sie z wielkim usmiechem zadowolona, ze ma mame i tate na wyciagniecie reki :)

Z innej beczki – kilka dnie temu zadzwonilam do LOTu – chcialam zapytac o mozliwosc zabrania fotelika samochodowego na poklad i ogolna informacje na temat ilosci bagazu… Pani byla bardzo mila (co nistety nie przytrafilo sie mezowi, ktory dzwonil do nich wczesniej), ale informacje, ktorej mi udzielila zupelnie nie pokrywa sie z tym, co LOT ma na swojej stronie… Ech… I najprawdopodobniej nie ma szans na to, ze zwroca nam roznice w cenie blietow… Znacie jakis sposob?

Ciesze sie, ze juz dzisiaj piatek…

Male wielkie wazne sprawy…

Od wczoraj Malutka ma zabka numer 2. Pierwszy wyklul sie kilka dni przed 6-miesiecznymi urodzinkami :) Trenuje je na wszystkim co sie da :) Niestety, od soboty jest na antybiotyku. Zrobil jej sie na paluszku babelek wypelniony ropa… W piatek wieczorem nasz pediatra byl nieosiagalny i inny lekarz na dyzurze zapisal anytbiotyk. Nie bylam zachwycona tym pomyslem, ale coz bylo zrobic… Jej brzuszek szaleje po tym lekarstwie i Malutka nagle sie obrazila na wszelkie posilki – poza mleczkiem… Do tej pory jadla bez problemow – groszek, marchweka, jabluszka, banany i ulubione gruszki – kaszka tez nie pogardzila a teraz nawet nie chce o tym slyszec…  Moze gdy skonczymy antybiotyk sytuacja wroci do dawnego porzadku. Pierwsze dawki obyly sie bez wiekszego protestu, ale od wczoraj Malutka zaciska usteczka i zmagamy sie, Mlautka placze i protestuje… Przykro nam… 4 dni za nami – jeszcze 6…

Niedzielny poranek – budze sie jeszcze bardzo zaspana. Malutka ucieka przed pieluszka z wielkim usmiechem… Zauwazyla, ze juz nie spie. “Dzien dobry :) Hi Malutka” na co w odpowiedzi slysze “Hi” – wyrazne i czyste – okraszone wielkim usmiechem… gdy budzi sie w nocy i nie umie zasnac, budzi mnie “mammmm…!!!!” A dzis uslyszelismy cos, co brzmialo jak “I love you”… W pierwszej chwili myslalam, ze sie przeslyszalam – zerkam na C. ktoremu Malutka wlasnie dawala buziaka – czy slyszales to, co ja? Kiwa glowa – ja slyszalem “I love you” – a ty?… Maly talent nam rosnie :)
Uwielbia stac w lozeczku – wykombinowala juz jak usiasc – teraz zaczyna obgryzac szczebelki :) I ma wielka frajde, gdy po kapieli, wieczornym karmieniu i czytaniu ksiazeczek klade ja do lozecza, a ona blyskawicznie przekreca sie na brzuszek, siada i staje :) I obserwuje moja reakcje… Wczoraj wieczorem zasnela po dobrej godzinie smiechow i wyglupow… Obydwie mialysmy wspaniale humorki i jakos nam tak dobrze bylo razem, ze nie chciala spac… Smialysmy sie tak glosno, ze az C. przyszedl zerknac co nas tak bawi… Do tego raczkuje zawziecie – i gdy przylaczam sie do zabawy – smieje sie glosno i smiga jeszcze szybciej :)  Kocham tego skrzatka az brak mi slow… Nasze kochane Sloneczko :)

Ech…

Decyzja zapadla w sprawie oferty pracy – nie przyjmujemy. Obydwoje mielismy przeczucie, ze cos w tym wszystkim jest nie tak – zbyt dobre, zeby bylo prawdziwe. Szale przeciazyl fakt, ze w ciagu prawie miesiaca firma nie potrafila doreczyc pisemnej oferty – czekalismy, dzwonilismy, obiecywali (lacznie z przeslaniem mailem) i nic. To byl dla nas znak, ze pewnie nie powinnismy stawiac wszystkiego  na jedna karte – zbyt duze ryzyko. Poszukiwania dobrej pracy w trakcie – nadal myslimy o okolicach Bostonu.  C. jest tata niesamowitym  i cieszy sie kazda chwila spedzona z nasza kochana dziewczynka, ale widze, ze potrzebuje wyzwania zawodowego. A ja z radoscia spedzalabym z nia wiecej czasu w miedzyczasie zajmujac sie ftografia…

A dzisiaj pomyslalam, zadzwonie do LOTu dowiedziec sie, czy mozemy wziac nasz fotelik do samochodu dla Malutkiej na poklad. I przy poszukiwaniach numeru na stronie z ciekawosci sprawdzilam ceny biletow na nasze loty… I prawie spadlam z krzesla – prawie $350 mniej niz my zaplacilismy kilka miesiecy temu. Od czasu do czasu sprawdzalam, jak zapelniony jest nasz lot i bylo mnostwo miejsc dostepnych. I tu taka niespodzianka – pewnie LOT chce sprzedac te bilety… Zadzwonilam do nich, ale pan w obsludze klienta (bardzo mily zreszta) powiedzial, ze nic nie moze zrobic, a zrezygnowanie z bilety kosztowaloby nas prawie $400 – wiec nie warto. Dal mi numer do dzialu reklamacji (pani jest na urlopie do 14go), zobaczymy czy tam cos nam sie uda zalatwic… Chyba mam juz dosc – wczoraj bank, dzisiaj linie lotnicze… Moze tak cos milego dla odmiany?